scenariusze na 2019 rok


Co roku robię jakieś noworoczne postanowienia i zwykle zapominam o nich tak szybko, że nawet nie mam okazji poczuć tej bolesnej klęski. Wypunktowanie sobie celów nie działa, to już wiem na pewno. W tym roku nauczyłam się dużo skuteczniejszej metody i po raz pierwszy mam wrażenie, że z tych moich noworocznych planów coś może wyjść. Tfu, wyjdzie na pewno *wibruje najpozytywniej jak umie*

Do rzeczy - nauczyłam się, że nie ważne są same cele, tylko to, jak się po osiągnięciu tych celów czujemy i jak widzimy wtedy swoje życie. Krótko mówiąc, zamiast postanowień, spisuję barwne wizje/scenariusze. Zaczęłam to robić trochę nieświadomie, ale po przejrzeniu moich starych dzienników z 2018 roku (tak, robiłam podsumowanie) zorientowałam się, że w sumie wszystko wyszło tak, jak chciałam, żeby wyszło (w tych konkretnych dziedzinach, na których się skupiałam). Może nie w konkretnej formie jaką sobie obrałam, ale uczucia się zgadzały. A o nie tutaj chodzi. 

Ten sam patent wykorzystałam przy postanowieniach noworocznych, tyle że użyłam go już intencjonalnie. Opisałam sobie różne dziedziny życia, z naciskiem na to, jak się w tym życiu czuję (w czasie teraźniejszym oczywiście, as it’s already here). Sam proces był niezwykle przyjemny, bo podczas takiego kreowania postanowień nie czuje się presji, tylko przyjemność. Przyjemność z posiadania tego, o czym się marzy, bycia takim, jakim chce się być. Chodzi o to, żeby naprawdę zaangażować się w tworzenie tych wizji i po prostu przenieść się na chwilę do tej rzeczywistości. 

Weźmy na przykład takie schudnięcie, bo to już chyba sztandarowy cel noworoczny. Będę jeść zdrowo i chodzić na siłownię co drugi dzień - to nie wizja ani scenariusz. To środek do celu, do którego trzeba się zmusić. Zamiast tego proponuję spróbować opisać jak się czujesz w szczuplejszym ciele, jak to jest w końcu odżywiać się prawdziwym jedzeniem, o którym wiesz, że jest zdrowe i odżywcze, jakie aktywności fizyczne wpisują się w twój lajfstajl, jak teraz wygląda twoje ulepszone życie (jeśli schudnięcie właśnie to dla ciebie oznacza). Używanie wyobraźni działa bardzo motywująco. You got it, nie muszę tłumaczyć dalej. 

W prawo przyciągania można wierzyć albo i nie. Ja wierzę i, przede wszystkim, korzystam z niego, a to ile fajnych rzeczy mnie spotkało dzięki zwykłej zmianie myślenia (i świadomym używaniu tych myśli i uczuć) zasługuje na odrębny post. Coś czuję, że ci, którzy twierdzą, że to bullshit trafili po prostu na gówniane źródła. Po przeczytaniu “Sekretu” albo słuchaniu o tym, że mogę przyciągnąć milion dolarów jeśli tylko uwierzę, że już mam je na koncie też bym się popukała w czoło:) Ale pisania scenariuszy i wczuwania się w nie naprawdę warto spróbować. To moja zdecydowanie ulubiona technika tworzenia jakichkolwiek planów czy celów. To ten, SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU.

Love, 
M. 

Komentarze