bye wrocław. for now.

Wyprowadziłam się z Wrocławia. Nie wiem czy jedynie na trzy miesiące wakacji, które spędzę w nowym miejscu, czy na o wiele dłużej. Nie chcę myśleć, że na zawsze. Nie chcę się żegnać z miejscami, z ludźmi, ze wszystkim co poznałam. Z drugiej strony wiem, że odkrywanie nowych rzeczy jest o wiele ciekawsze niż kurczowe trzymanie się oswojonych miejsc. Miałam pisać o moim czwartym mieszkaniu w tym mieście, które właśnie oficjalnie opuściłam, ale czuję, że mam do przetrawienia o wiele więcej. Bo dopiero teraz, w moim domu rodzinnym, gdzie przewiozłam już wszystkie swoje rzeczy, poczułam, że naprawdę zakończyłam jakiś etap w swoim życiu. Nawet jeśli wrócę, pójdę na studia magisterskie, to nie będę już tą samą osobą (jak bym mogła?), a składa się na to wiele czynników, które wpłynęły na mnie w ostatnim czasie.








Mieszkanie, o którym pisałam, nareszcie dało mi jakąś namiastkę domu. Nigdy nie chodzi mi o to jak wygląda, tylko jak się w nim czuję. Nie przeszkadzała mi malutka przestrzeń mojego pokoju, w którym była tylko szafa, łóżko i rozkładane krzesło - to było moje miejsce i czułam się w nim dobrze. Za każdym razem kiedy robię coś nowego, obawiam się tylko jednego - ludzi. To mój strach numer jeden. Dlatego współdzielenie domu z obcymi zawsze było dla mnie trudne. W domu nie nosi się masek. Nie można grać cały czas. To wyczerpujące. A dla mnie bycie sobą wciąż nie jest tak oczywiste jak powinno być. Ale trafiłam dobrze, czułam się swobodnie i miałam swoją przestrzeń, której nikt nie naruszał. Nie, nie zaprzyjaźniłam się ze współlokatorami. Raczej się mijaliśmy, nie licząc krótkich pogawędek w kuchni. Absolutnie nie przeszkadzał mi ten dystans, wręcz świadomie go utrzymywałam. Dom to dla mnie takie miejsce, w którym mogę pobyć sama i to bycie samemu jest dla mnie bardzo ważne. Chyba trochę odsuwam przez to ludzi, nawet jeśli bardzo ich lubię.

 mieszkanie nr 4 - ostatnie.
 widok z okna Oli
 poranek w mieszkaniu nr 3
 mieszkanie nr 2 - akademik
 mieszkanie nr 3

Cudownych znajomych zostawiam też wraz z pracą, która po prostu musiała pojawić się w moim życiu. Tyle razy powtarzałam, że to niewiarygodne, że trafiłam na ekipę, która kocham w całości, z którą czuję się tak dobrze, że aż nie mogę się doczekać przyjścia do pracy (jest w tym trochę celowej przesady). Chyba wszyscy czuliśmy podobnie. A teraz każdy powoli odchodzi - nie ja jedna pożegnałam się w ostatnim czasie. Coś dziwnego - zatrudniając się myślałam tylko o tym, żeby jakoś przetrwać do wakacji, w końcu praca w sieciówce to nie był szczyt marzeń, zwłaszcza że z fast fashion walczę od lat. Zostałam postawiona pod ścianą i tak znalazłam wspaniałych znajomych i przyjaciół. Ciekawe. Ciekawe ile to przetrwa.







Dalej nie wiem co chcę robić w życiu. To niezdecydowanie jest chyba nawet jeszcze większe niż wtedy, gdy zaczynałam studia. Nie jestem pewna czy w kontekście przyszłego zatrudnienia były mi one potrzebne, w końcu praca w branży nie pociąga mnie chyba aż tak bardzo. Wiem, że fajnie było studiować i dla mojego doświadczenia życiowego był to dobrze spędzony czas, a  wiedza, którą wyniosłam ze studiów przyda mi się pewnie wielokrotnie. Miałam szczęście, że mój kierunek to jeden z tych nielicznych, który otwiera głowę zamiast ją zamykać. Widzę wyraźną przemianę, jaka zaszła we mnie przez te trzy lata i jestem wdzięczna za ten kult indywidualizmu i poszerzania horyzontów myślowych promowany przez zdecydowaną większość osób związanych z moim kierunkiem.











Nie wiem czy to wyjątkowo słaba pamięć czy mocne osadzenie w teraźniejszości (och, raczej to pierwsze), ale mam tendencję do zapominania. Wystarczyło kilka dni w domu, w odcięciu od wszystkiego co dzieje się we Wrocławiu, bym zaczęła zamazywać wydarzenia, miejsca, twarze. Boję się, że skończę bez wspomnień. Tak łatwo przychodzi mi zamykanie rozdziałów, tak strasznie szybko zapominam. Nie wiem jak mam utrwalić wszystkie piękne chwile i wszystkich cudownych ludzi, których poznałam we Wrocławiu. Może tutaj? Może to będzie dobre miejsce.







 bardzo stare czasy
 bardzo stare czasy


 AMEN.

Komentarze